Netokracja

Ku mojemu zdumieniu, ktoś zagląda tu częściej niż ja. Tłumaczę się więc sam przed sobą, jak i przed tajemniczymi gośćmi, że chyba już do regularnego blogowania stworzony nie jestem. Acz pozostawię sobie to miejsce, gdyby jeszcze kiedyś naszło mnie na spisanie paru słów.

Rok 2010 w Internecie to był rok Facebooka, możemy się na to obrażać, ale przez jeszcze jakiś czas przyjdzie ten fakt zaakceptować. Zuckerberg człowiekiem roku, a w kolejce czeka pewnie Oscar dla The Social Network.

Rzeczywiście, trudno się nie zgodzić z wieloma pochwałami dla filmu Finchera, który to nota bene wcale nie różni się aż tak mocno od wcześniejszych dokonań tego reżysera, jak pozornie mogłoby się wydawać. Dla niektórych będzie to film o powstaniu najpopularniejszego serwisu społecznościowego, dla innych historia Marka Zuckerberga, dla mnie najważniejsze było pokazanie mechanizmów rządzących w świecie biznesu internetowego oraz powolne kształtowanie się nowych klas społecznych.

Kluczowa, jak to często bywa, okazuje się być pierwsza scena, w której Zuckerberg tłumaczy swojej dziewczynie motywacje własnych działań. Siłą, która najmocniej pcha do przodu jego projekty jest walka z wykluczeniem. Brak odpowiedniego pochodzenia uniemożliwia mu wejście do elitarnych studenckich stowarzyszeń. Fincher przez większość filmu podkreśla później, że dla Zuckerberga pieniądze nie liczą się kompletnie, w co trudno mi całkowicie uwierzyć, natomiast, bez wątpienia nie były one decydującym elementem na samym starcie.

Najciekawszy jest tu pewien paradoks, który – być może nieświadomie – został stworzony przy okazji Facebooka. Zuckerberg, kreując nowy świat, w którym nie ma miejsca na wykluczenia, de facto skonstruował po prostu nowy podział społeczny, a tym samym i nowe wykluczenia. Rewolucja social media, do których każdy ma dostęp, w których każdy ma identyczne szanse, jest oczywiście pozorna, dokładnie jak w przypadku każdej innej rewolucji pożerającej własne dzieci.

Likwidując wykluczenia wynikające z pochodzenia, powstał system netokracji, który posiada własne, identycznie wykluczające klasy. Na szczycie tej piramidki stoi bardzo wąska grupa, czerpiąca istotne korzyści z nowego podziału. To ludzie, którzy potrafili bardzo szybko przystosować się do nowych warunków i odpowiednio je wykorzystać. Netokraci, całkowicie demokratycznie przejmują w ten sposób władzę nad wirtualnym światem, głównie dzięki swoim umiejętnościom. Ta bardzo wąska kasta rządzi i dzieli niezwykle rozdrobnioną grupą poniżej.

Poniżej nie jest już tak homogenicznie. Jest na pewno spora grupa aktywnych netokratów, którzy jednak nie zdążyli już wejść do kasty. Zdecydowaną większość tej klasy zajmują ci, którzy poprzez przede wszystkim brak wiedzy i umiejętności, zostali na tym etapie wykluczeni. Interesujące, że jest to dokładnie identyczne wykluczenie, jakie ma miejsce w rzeczywistej demokracji. Okazuje się więc de facto, że nowa utopia, jest zaledwie kalką realności.

Facebook tworzy jeszcze jedną ułudę – ułudę aktywności i uczestnictwa. Sprawia wrażenie, że przy pomocy jednego kliknięcia stajemy się członkami grupy społecznej. Najczęściej jednak poza “lubieniem” nic z tego nie wynika. Proces ten jest więc tymczasowy, tak samo jak zawierane przy jego pomocy sojusze są chwilowe. Dziś mogę być za jakąś ustawą, by jutro już protestować przeciwko jednemu z jej artykułów. Ułuda ta dodatkowo nie uczy uczestników tych wydarzeń żadnych umiejętności społecznych, pogłębiając tylko wykluczenie.

Netokracja prawdopodobnie przetrwa krócej od demokracji, a sam Facebook przetrwa jeszcze krócej.

A przeczytacie to oczywiście na Facebooku.

5 odpowiedzi na „Netokracja

  1. To ja już niczego nie rozumiem. Twierdzisz, że będąc użytkownikiem facebooka stałem się wykluczony z w/w powodów, kiedy “eksperci” w mediach chóralnie głoszą, że będac poza facebookiem jesteś wykluczony. Podstawowe pytanie współczesnego świata – być czy nie być na fejsie!?.

    …a jednak przynosi już zyski – w zeszłym roku ponad 500 mln dol. (swoją drogą – co to jest 500 mln dol. …? ;))

    • @Jarek:
      Trochę skrótem myślowym pojechałem, więc dopowiadam. Mam na myśli inne wykluczenie, mniej dosłowne. Nie twierdzę, że Ty zostałeś wykluczony przez FB, zresztą być może ten proces na dobre się jeszcze nie rozpoczął. Chodzi mi bardziej o taki paradoks, jaki obserwujesz w każdej demokracji. Pozornie każdy z niej korzysta, de facto profity czerpią nieliczni. Podobnie moim zdaniem może, choć oczywiście nie musi być z FB. Rzeczywiście trudno teraz znaleźć osobę, która nie ma tam profilu, ale to przecież jeszcze nie koniec ekspansji. Prowadzi to do tego, że w serwisie znajdują się osoby, które kompletnie nie wiedzą dlaczego tam sobą, jak z tego korzystać etc. Tym samym dochodzi właśnie do tego paradoksu – pozornie korzystasz z wolności i egalitarności, faktycznie zaś bierzesz udział w nowym podziale społecznym, który determinuje twój wirtualny los. Oczywiście, FB może się niedługo skończyć, co nie zmienia faktu, że pewien proces i tak się już rozpoczął. Mam nadzieję, że nie zgubiłem sensu :)

  2. Mark Zukerberg byl w tym filmie takim zjebem (mozliwe, ze nie jest taki naprawde), ze gdyby nie fakt, iz czulabym sie bardzo, bardoz wykluczona wypisalabym sie z FB na zawsze.

    Tuz po seansie bylam cholernie rozczarowna, wiesz zawiedziona Dejvidem Fincherem, ktory kurde nakrecil cos tak genialnego jak “Siedem” (ja nie przepradam za “Fight Clubem” specjalnie) i pomyslalam, ze jedyne czym sie ten film wpisuje w inne dziela DF to zdjecia, ale teraz troche mi przeszlo i zaczynam go troche jednak doceniac. Ale nadal nie uwazam, ze to cos genialnego. Mysle, ze to jednak troche populistyczne zagranie: nakrece film o fejsie, zeby mnie nikt nie ubiegl, zarobie mnostwo kasy, a poza tym wszyscy zapomna, ze nakrecilem chujowy film o Bendzaminie Batonie. Tylko stawianie pomnika komus, kto jeszcze nie wiemy czy naprawde sie liczy w rozwoju swiata bo Internet to tak mobilny temat, ze pewnie za kilka lat (a moze nawet miesiecy) wymysla w tej dziediznie cos o wiele bardziej rewolucyjnego niz FB. ale moze o to chodzi – o uchwytywanie tego, jak najszybsze bo teraz tak to sie zmienia. kiedys z postawieniem filmowej laurki czekalo sie az ktos umrze, teraz jest inaczej. no i nie jest to taka prawdziwa laurka. kazdy, kto to obejrzal nie moze nie stwierdzic, ze MZ byl zakompleksionym zjebem :)

  3. w sensie, ze stawianie pomnika jest ryzykowne – nie dokonczylam zdania, bo sie zguibilam w zawilosci mych wywodow :)

    i moglbys pisac czesciej takie wlasnie merytoryczne, analityczne notki bo to fajne bylo/ jest!!! :)

    • @Ewa:

      dzięki, trochę się obawiam, że jestem zbyt mało systematyczny na prawdziwe blogowanie, ale kto wie ;)

      zgadzam się, że film nie jest genialny i masz rację, że taki temat to niezły koniunkturalizm. prawdę mówiąc to chyba bardziej od filmu podobała mi się dyskusja wokół niego, a raczej wokół tych różnych nowych zjawisk społecznych.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s