Dobrze jest czasem przyjemnie przypadkiem się zaskoczyć. Gdyby nie to, że dziś niedziela, gdyby nie to, że nie chciało mi się wstać, prawdopodobnie nigdy w życiu nie trafiłbym na film o wyjątkowo niewdzięwcznym w polskim tłumaczeniu tytule, Miłosna układanka (Starter for ten).
Historia jest wyjątkowo prosta, momentami wręcz schematyczna, co jakoś nie jest zarzutem. Każdy, kto choć raz w życiu zapoznał się z gatunkiem tzw. komedii romantycznej, będzie wiedział o co chodzi. Jest więc młody student (James McAvoy) z ambicjami, który z nadmorskiej prowincji przenosi się do większego miasta. Jest uniwersytecka piękność, która oczywiście ma niewiele przymiotów poza urodą. I jest delikatnie zbuntowana “kumpelka”, która ostatecznie przyniesie happy end. Story mniej skomplikowane od kolejnego odcinka Na Wspólnej.
Wszystko to w całkowicie bezpretensjonalnym sosie, w ciepłej tonacji, z humorem. Ale wszystko to nie miałoby takiego uroku, gdyby nie toczyło się w latach 80. Z przyczyn obiektywnych niewiele mogę z tamtego czasu pamiętać, a już na pewno nie z lat 80. w Zjednoczonym Królestwie, ale z równie obiektywnych przyczyn darzę pewne wycinki tych lat ogromnym sentymentem. Szczególnie zaś muzykę. Łatwo sobie wyobrazić ile radochy dają sceny ilustrowane piosenkami The Smiths czy The Cure. Choćby z tego względu, polecam, na taki niezobowiązujący wieczór.
Mam nadzieję jak najszybciej skonfrontować to z filmową wersją lat 80. po polsku.
W bonusie, przedstawiam jeszcze świetny sposób na walkę z tym białym syfem za oknem. To nowy album Vampire Weekend, Contra.
Jednym z częściej nadużywanych pojęć wśród krytyków muzycznych jest “syndrom drugiej płyty”. VW wybronili się z tego znakomicie. Słucha się tego z czystą przyjemnością. Klimatycznie nie odeszli daleko od debiutanckich dźwięków, ale więcej tu elektronicznych (acz bardzo łagodnych) wycieczek. Nie ma mowy o rozczarowaniu, VW są jednak jedyni w swoim stylu. Contra to 10 biletów na zimowe wczasy w Afryce zachodniej i południowej. Ja już siedzę w samolocie i popijam horchatę.
winter’s cold is too much to handle. (vw: horchata)
Dzisiaj w Poznaniu było bardzo too much.
dopiero teraz zauwazylam blog!!! niedopatrzenie ogromne.
juz, juz odwdzieczam sie linkiem.
i ciesze sie, ze oboje jesteśmy niekonsekwentni ;)
dzięki za blogrolla, teraz to mi statystyki skoczą ;)
ale na taką niekonsekwencję nie ma chyba co narzekać?